^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal komentarz redakcjiOd zmiany premiera w grudniu zeszłego roku, rząd Zjednoczonej Prawicy nie zaznał chwili spokoju i co chwila zalicza wizerunkową wpadkę. W tym tygodniu sytuację musiał już ratować sam prezes Jarosław Kaczyński, ale kolejne sondaże potwierdzają, że PiS odnotowuje szybki spadek poparcia. Jak zwykle, przyczyn tej gorącej wiosny dla rządu jest wiele, ale trzeba pamiętać o starej zasadzie, że: „rząd rządzi tak długo, jak szybko i sprawnie rozwiązuje problemy, które stwarza samym swoim istnieniem”.

Niestety, ale zmiana premiera wychodzi PiS-owi bokiem. Korporacyjne standardy zarządzania bankiem niestety, ale kompletnie nie przystają do rzeczywistości administracji publicznej i to na szczeblu rządowym oraz międzynarodowym. Tu obowiązują inne reguły i premier nie może ich się uczyć w trakcie pełnienia funkcji, bo będzie przegrywał na wszystkich frontach. Już przegrywa, a wraz z nim cała formacja, którą czekają teraz aż cztery wybory: samorządowe, europejskie, parlamentarne i prezydenckie. To będą dwa lata bardzo ciężkiej politycznej pracy i jeśli nie nastąpi zmiana sposobu uprawiania polityki z tej proeuropejskiej, proimigracyjnej i prowiatrakowej na bardziej realną i chroniącą polskie interesy, to wybory może wygrać każdy, ale z pewnością nie będzie to już PiS. Okres dobrego, politycznego fartu dla obecnej ekipy właśnie minął i teraz będzie już tylko pod górkę.

Nie jest tak, że nie doceniamy działań rządu. Po prostu, od ludzi, których się zna i lubi, wymaga się znacznie więcej. Dokładnie tak, jak od własnych dzieci wymaga się więcej niż od cudzych. W stosunku do takich ugrupowań politycznych jak: PO, PSL, Nowoczesna czy SLD trudno jest mieć jakiekolwiek złudzenia i oczekiwania. Są to partie pasożytnicze i antypolskie, różniące się od siebie tylko rodowodem, politycznymi patronami oraz sposobem wykonywania zleceń od zagranicznych ośrodków wpływu. W stosunku do PiS oczekiwania były inne, bo znacznie wyższe. W duchu cieszyliśmy się, że nareszcie ster władzy objęła ekipa osób, które rozumieją na czym polega polski interes i które będą potrafiły o ten interes walczyć, aż do upadłego. Taka postawa podobała się większości wyborcom i była ona zrozumiała zarówno dla sympatyków rządu, jak i jego przeciwników.

Zmiana premiera spowodowała radykalną zmianę narracji politycznej. Do steru dostała się ekipa technokratów, dla których ważne są inwestycje, rozwój, elektromobilność, nowoczesność, postęp, wiatraki i dobre relacje z Unią i Berlinem. No i sprawa się skomplikowała, bo nikt nie potrafił, w sposób zrozumiały wytłumaczyć, dlaczego nagle i bez żadnego sensownego powodu, nastąpiły zmiany w rządzie i w realizowanych celach politycznych. Oczywiście ujawnienie wszystkich międzynarodowych nacisków i lobbingu politycznego oraz biznesowego, jakim codziennie są poddawani politycy ujawnić nie sposób, ale czasem warto pokazać tę polityczną kuchnię, by publiczność mogła zobaczyć, gdzie wróg, gdzie swój. Stało się inaczej i „dobra zmiana” się skończyła, bo przyszła „lepsza zmiana”. Zmiany poparcia odnotowane w sondażach pokazują, że społeczeństwo zauważyło już radykalną zmianę w sposobie komunikacji z własnym zapleczem politycznym; zauważyło już nonsensowne cięcia wśród wiceministrów i opowieści o uzupełnianiu zatrudnienia w Polsce 1,5 mln rzeszą imigrantów. Pomijając przy tym wizerunkowe porażki w polityce międzynarodowej, których było przez te cztery miesiące więcej niż przez całe dwa lata rządów premier Szydło.

Jeśli nie nastąpi w rządzącej koalicji refleksja nad przyczynami obecnego stanu rzeczy, to za pół roku, po przegranych wyborach samorządowych, na jakiekolwiek zmiany wizerunkowe czy też personalne będzie już za późno. Teraz jest jeszcze czas, by jeszcze przed wakacjami, przywrócić zaufanie do rządu. Można to zrobić tylko w jeden sposób, czyli przez przyznanie się do popełnionego błędu, publicznym przeproszeniem Polaków za wizerunkową wpadkę i jak najszybszą zmianą premiera. Jak chce się grać w Lidze Mistrzów, to trzeba błyskawicznie reagować na sytuację na politycznym boisku, inaczej  wypada się gry.

Naczelna