^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal dekarbonizacjaZgodnie z rozpowszechnianymi przez mainstreamowe media zabobonami, przyszłość naszej planety i ludzkości zależy od walki z emisjami dwutlenku węgla, które powoduje działalność człowieka. Emisje CO2 i ich szybki wzrost były do tej pory nierozerwalnie związane z rozwojem nowoczesnej cywilizacji, u podstawy której leży rewolucja przemysłowa zapoczątkowana na tzw. Zachodzie parę wieków temu. Tymczasem zgodnie z teorią zaakceptowaną przez kluczowych decydentów przede wszystkim w krajach zachodnich, CO2 jest nie tylko negatywnym czynnikiem w środowisku (wcześniej praktycznie nikt tak o tym gazie nie myślał w ten sposób), ale stanowi wręcz największe zagrożenie dla ludzkości - ponieważ doprowadzi on do szybkiej katastrofy klimatycznej na Ziemi. Mówiąc wprost dwutlenek węgla traktowany jest jako substancja toksyczna, którą trzeba zwalczać.

Na walkę o ochronę klimatu przed CO2 wydano już w błyskawicznym tempie biliony na świecie, znowu przede wszystkim w krajach zachodnich. Pierwszym frontem tej wojny stała się energetyka, gdzie zaproponowano wykorzenienie starych technologii opartych na spalaniu paliw kopalnych i zastąpienie ich nowym systemem tzw. odnawialnych źródeł energii (OZE).

carbon

fot. Pixabay/ CC0 Domena publiczna

W świetle teorii, która stawia znak równości między rosnącymi emisjami CO2 a nieuchronną katastrofą klimatyczną, ostatnie doniesienia z pola „walki o klimat” nie są zachęcające. Według danych Światowej Agencji Energetycznej (IEA), w 2017 r. „globalne emisje CO2” odnotowały całkiem spory wzrost o 2,1%, a przyczyną tego był silny wzrost światowej gospodarki.

Solidny przyrost wskaźników gospodarczych jest konieczny w wielu regionach, aby dać lokalnej populacji szansę wydobycia się z biedy, a tym samym zatrzymać nadchodzącą falę migracji np. z Afryki do Europy. Co prawda, niektórym wielkie wędrówki ludów wydają się być nie tylko „nieuniknione”, ale wręcz „pożądane”. Takie przesłanie wystosowała m.in. Międzynarodowa Organizacja do Spraw Migracji, agenda ONZ, na Wielkanoc 2018. [1] Jednak wzrost gospodarczy będzie też potrzebny w bogatych krajach Północy, żeby zapewnić świadczenia i dobrobyt, który jest głównym celem i oczekiwaniem „wędrujących” dzisiaj ludów. Trudno wyobrazić sobie konsekwencje tego, że zachodni „tort do podziału” przestanie rosnąć, kiedy przyjdzie dzielić się nim także z nowymi przybyszami, którzy w znikomym stopniu chcą pracować i dokładać się do budowy dobrobytu materialnego. [2]

Prezydent Trump i USA najlepszymi „obrońcami klimatu”

Cokolwiek by nie powiedzieć o teorii globalnego ocieplenia, to z punktu widzenia polityków, którzy nie potrafią żyć bez prostych i wyraźnych celów i miar swoich „sukcesów”, redukcja ilości emitowanego CO2 jest wprost idealnym wskaźnikiem do wykorzystania w walce politycznej. „Bronimy klimatu”, jeśli wydzielamy mniej CO2, przyczyniamy się do katastrofy ludzkości, jeśli nasze emisje CO2 rosną. Ten absurdalny skąd inąd schemat myślowy pokutuje w głowach „postępowych” polityków i innych zielonych szarlatanów.

W tej sprawie mamy jednak paradoksalną sytuację. Kiedy prezydent Trump zdecydował się wycofać USA z Porozumienia Paryskiego i wyrażał niechęć do OZE, został ogłoszony wprost „mordercą klimatu”. Jednak najnowsze dane statystyczne pokazują — jak pisze Daniel Wetzel, specjalista od energetyki w niemieckim dzienniku „Die Welt” [3], że: „W 2017 r. żaden inny kraj na świecie nie zredukował emisji CO2 w większym stopniu niż USA”. Według agencji IEA, USA zmniejszyło swoje emisje CO2 o 23 mln ton metrycznych. USA zmniejszyło w ten sposób swoje emisje dwutlenku węgla już trzeci rok z rzędu.

Fakt, że USA pod rządami Trumpa odnoszą największe sukcesy w „ochronie klimatu”, Wetzel ocenia jako coś „całkiem osobliwego”. Należy to porównać do wyników osiągniętych przez samozwańczych, najbardziej radykalnych championów „zielonej energetyki” w Europie, którzy ogłosili się „moralnymi liderami świata” w tej dziedzinie. Emisje CO2 wzrosły w 2017 r. o 46 milionów ton, a Niemcy nie odnotowali spadku tych emisji już od 9 lat. Wynika to z faktu, że niemiecka gospodarka, korzystając na niedoszacowanej dla niej walucie euro, konsekwentnie rozwija eksport i moce produkcyjne.

Twardzi zwolennicy walki z CO2 i teorii globalnego ocieplenia tłumaczą jednak, że sukcesy USA wynikają z ekspansji OZE w tym kraju. Według nich spadek emisji „nastąpił nie z powodu Trumpa, ale pomimo polityki, którą realizuje Prezydent”. „Die Welt” przyznaje, że 17% energii elektrycznej w USA pochodzi z OZE. W istocie kurs Trumpa w dziedzinie energii polega na poszukiwaniu różnych kompromisów z potężnym „zielonym lobby”. Trump zaproponował na przykład, by na murze chroniącym USA przed napływem nielegalnych imigrantów z Meksyku — przeciwko budowie którego walczy „amerykańska opozycja” — zainstalować panele solarne. W ten sposób powstałaby największa elektrownia słoneczna w tym kraju.

Jednak w kwestii emisji CO2 w USA należy także wspomnieć, że 20% energii elektrycznej wytwarzane jest tam przez elektrownie atomowe. Jednoznacznie pozytywne efekty w tej dziedzinie przynosi też „fracking revolution”, czyli zastosowanie technologii szczelinowania do wydobycia gazu ziemnego.

Istnieje spora literatura dowodząca, że energetyka oparta na gazie ziemnym jest najbardziej efektywnym sposobem redukcji tzw. gazów cieplarnianych w USA [4]. Ze względu na konsekwencje niesterowalności energii z wiatru i słońca, wykazano na przykład że turbiny gazowe o cyklu przyczyniają się do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych 2,6 razy bardziej niż elektrownie wiatrowe i czterokrotnie bardziej niż instalacje solarne. [5] 

Bez wątpienia „wojna z CO2” i związane z nią międzynarodowe rankingu „obrońców klimatu” — zagościły na świecie na dobre. Biorąc pod uwagę ogromne zasoby finansowe, które wydano na ten cel od momentu, kiedy teoria globalnego ocieplenia zastąpiła przeciwstawną teorię globalnego oziębienia w latach 80 i 90-tych zeszłego wieku, kwestia tego, czy faktycznie CO2 jest sprawcą nadchodzącej katastrofy klimatycznej, ma całkiem drugorzędne znaczenie, przynajmniej dla decydentów. Póki co pozostaje nam obserwować paradoksalne meandry i osiągnięcia „polityki klimatyczno-energetycznej”.

Ciekawi jesteśmy, kiedy nasi decydenci zrozumieją, że są mocno oszukiwani przez wyznawców globalnego ocieplenia i cała ta „dekarbonizacja” służy jedynie zapewnieniu bytu przemysłu OZE w krajach zachodnich i związanych z nim miejsc pracy, kosztem tych, co posiadają łatwo dostępne i tanie w użyciu nośniki energii. To jest tylko i wyłącznie biznes.

Tłumaczenie i opracowanie

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] Thomas D. Williams, „UN Easter Message: Migration is „Inevitable - Desirable - Necessary”, Breitbart, 3.04.2018 r. - http://www.breitbart.com/london/2018/04/03/u-n-easter-message-migration-inevitable-desirable-necessary/

[2] Obawa przed konsekwencjami dalszego napływu migrantów jest jedną z niewielu spraw, które łączą większość Europejczyków, jak wykazują międzynarodowe sondaże (Douglas Murray, „Why do politicians refuse to tell it how it is on immigration”, The Spectator, 24.03.2018 r. - https://www.spectator.co.uk/2018/03/why-do-politicians-refuse-to-tell-it-how-it-is-on-immigration/

[3] Daniel Wetzel, „Ausgerechnet Trumps Amerika hat die weltweit beste Klimabilanz, Die Welt, 22.03.2018 r. - https://www.welt.de/wirtschaft/article174814149/CO2-Werte-Ausgerechnet-Trumps-Amerika-hat-die-weltweit-beste-Klimabilanz.html Angielskie omówienie artykułu znaleźć można tutaj: http://notrickszone.com/#sthash.6sfVo4dX.ADRuEVoi.dpbs

[4] „Natural Gas: Most Significant Solution for Reducing U.S. Greenhouse Gas Emissions”, Western Energy Alliance (dostęp w kwietniu 2018) -  https://www.westernenergyalliance.org/knowledge-center/air/methane

[5] Charles R. Frank, Jr. „The Net Benefits of Low and No-Carbon Electricity Technologies”, Brookings Institution (dostęp w kwietniu 2018) - https://www.brookings.edu/wp-content/uploads/2016/06/Net-Benefits-Final.pdf

stopwiatrakom stopka 1