^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

382. Komisja Europejska

Branża wiatrakowa nie ustaje w wyszukiwaniu sposobów na zablokowanie projektu ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (druki nr 315 i 365). Ostatni pomysł podpowiedziało samo Ministerstwo Spraw Zagranicznych w swojej opinii z dnia 31 marca 2016 r., mimo że rząd popiera w całości projekt poselski, choć jak widać z wyjątkami.

Argumentacja za koniecznością przedłożenia projektu Komisji Europejskiej sprowadza się do przywołania całkiem nowej dyrektywy 2015/1535 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 9 września 2015 r. ustanawiającej procedurę udzielania informacji w dziedzinie przepisów technicznych oraz zasad dotyczących usług społeczeństwa informacyjnego. Zamieszczamy ten tekst, bo jest to dobry przykład przepisów, które nie wiadomo czego tak naprawdę dotyczą i które mogą być zastosowane w dowolnym momencie.

Główny argument użyty w opinii MSZ oparty jest o założenie, że ustawa odległościowa zawiera „przepisy techniczne” w rozumieniu art. 1 ust. 1 pkt f) dyrektywy 2015/1535. Aby nie być gołosłownym przytoczmy definicję z dyrektywy:

„przepisy techniczne” oznaczają specyfikacje techniczne i inne wymagania bądź zasady dotyczące usług, włącznie z odpowiednimi przepisami administracyjnymi, których przestrzeganie jest obowiązkowe, de jure lub de facto, w przypadku wprowadzenia do obrotu, świadczenia usługi, ustanowienia operatora usług lub korzystania w państwie członkowskim lub na przeważającej jego części, jak również przepisy ustawowe, wykonawcze i administracyjne państw członkowskich, z wyjątkiem określonych w art. 7, zakazujące produkcji, przywozu, wprowadzania do obrotu lub stosowania produktu lub zakazujące świadczenia bądź korzystania z usługi lub ustanawiania dostawcy usług.

Z całym szacunkiem dla Ministerstwa, ale w którym miejscu tej dyrektywy mowa jest o elektrowniach wiatrowych? Jeśli zadamy sobie trud przeczytania całej dyrektywy, a zwłaszcza jej preambuły, to jasno widać, że poświęcona jest ona usuwaniu barier na rynku „usług społeczeństwa informacyjnego”, a nie w energetyce czy też w gospodarce przestrzennej. Dyrektywa reguluje zatem kwestie świadczenia usług elektronicznie, na odległość lub na żądanie odbiorcy, za wyjątkiem radiowej emisji dźwięku i emisji sygnału telewizyjnego. Wystarczy przeczytać art. 1 ust. 1 pkt b) oraz art. 1 ust. 2 pkt a) i b) dyrektywy. Podciąganie energetyki wiatrowej pod „usługi społeczeństwa informacyjnego” jest delikatnie mówiąc szyte grubymi nićmi i szkoda, że uczestniczy w tym ministerstwo.

Dziwnym trafem się złożyło, że uchwalona w 2015 r. ustawa o odnawialnych źródłach energii nie została w ogóle notyfikowana, dopiero nowelizacja tej ustawy z końca 2015 r. trafiła do Komisji Europejskiej, ale już post factum, choć wcale nie jest pewne, że rząd nie podejmie się głębokiej nowelizacji ustawy o OZE, co wymagać będzie daleko idących uzgodnień z Komisją. Robienie więc szumu medialnego wokół tematu notyfikacji przepisów ograniczających lokalizowanie elektrowni wiatrowych w sposób dowolny ma jedynie na celu wywarcie presji na posłów i Sejm. Presji, ukierunkowanej wyłącznie na zablokowanie tej ustawy. Tymczasem gospodarka przestrzenna jest wyłączną domeną państw członkowskich i rola Komisji Europejskiej jest tutaj na szczęście żadna.

Z perspektywy ostatniego półrocza widać też wyraźnie, jak olbrzymim błędem było uchwalenie nowelizacji ustawy o OZE, która wydłużyła obowiązywanie systemu zielonych certyfikatów o pół roku. Gdyby cała ustawa o OZE weszła w życie, to prace nad systemem aukcyjnym mogłyby być prowadzone bez specjalnej presji czasu, bo i tak wszystkie nowe inwestycje byłyby wstrzymane. W końcu nowy rząd może mieć własne pomysły i wizję rozwoju rynku OZE. Inwestorzy byli już bowiem przygotowani, że rok 2016 będzie dla nich rokiem bez oddawania nowych inwestycji, a tak procedury prawne uzyskiwania kolejnych decyzji postępują. Medialna i polityczna nagonka na posłów i rząd trwa, bo ustawa odległościowa ma szansę uratować wiele obszarów wiejskich przed ich degradacją i wyludnieniem. Rozwój OZE tak, ale tylko jeśli przynosi korzyści społecznościom lokalnym, a nie jedynie inwestorom.

Marcin Przychodzki

fot. Pixabay