portal wiadomosci zagraniczneW dniu 31 stycznia 2020 r. równo o północy czasu polskiego Wielka Brytania – po 47 latach członkostwa - opuściła Unię Europejską i odzyskała dużą część własnej suwerenności. Sam Brexit nie został jeszcze definitywnie zakończony, gdyż do końca roku trwa okres przejściowy, kiedy to Wielka Brytania jest nadal częścią wspólnego rynku i zachowuje unię celną z pozostałymi krajami Unii Europejskiej. Z końcem stycznia br. ustało za to członkostwo Wielkiej Brytanii w strukturach politycznych Unii, tj. w Komisji Europejskiej, Radzie Europejskiej i Parlamencie Europejskim. W najbliższych miesiącach trwać będą negocjacje nad formułą dalszej współpracy między Unią a Wielką Brytanią.

Opuszczenie struktur Unii Europejskiej przez jedno z najważniejszych europejskich państw powinno być odczytywane, jako wydarzenie znaczące, o olbrzymiej historycznej doniosłości. Z jednej strony jest to znaczący sukces Brytyjczyków, którzy uwolnili się spod kurateli przemądrzałej, wszędobylskiej i wszechwładnej Komisji Europejskiej uzurpującej sobie wszelkie uprawnienia rządu narodowego. Z drugiej strony jest to gigantyczna porażka brukselsko-berlińskich elit budujących z zapałem godnym lepszej sprawy europejskie państwo federalne pod niemieckim przywództwem i z ideologią zrównoważonego rozwoju na ustach.

Nie udała się eurobiurokratom próba przeczołgania Brytyjczyków i zmuszenia ich do kapitulacji na warunkach Komisji Europejskiej. Duet Boris Johnson i Dominic Cummings (premier i główny doradca polityczny premiera) okazał się być znacznie lepiej przygotowanym do rozegrania tej batalii. W efekcie, po zwycięskich dla Partii Konserwatywnej wyborach do parlamentu, Borys Johnson nie tylko doprowadził do Brexitu, ale ma też dużo lepszą pozycję negocjacyjną z Unią Europejską w sprawie ustalenia dalszych zasad współpracy gospodarczej. Znając determinację Johnsona jesteśmy wyjątkowo spokojni jeśli chodzi o sytuację międzynarodową i gospodarczą Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy sobie świetnie poradzą mając w ręku np. umowę wolnym handlu z USA. Gorzej będzie za to z Unią Europejską, gdyż konsekwencje wyjścia drugiej co do wielkości gospodarki, ważnego politycznie państwa i płatnika netto do unijnej kasy są jeszcze nieznane, choć to utrata 10% unijnych składek będzie najbardziej dotkliwa (ok. 10 mld euro rocznie). Przełoży się to na sytuację budżetową Unii po 2021 r. Możemy się też założyć, że skończy się to wprowadzeniem nowych unijnych podatków, np. węglowego podatku granicznego. A wszystko to pod hasłami walki z klimatem.

1125.1 Brexit foto

fot. Twitter

Jedna rzecz jest w tym wszystkim pewna. W dniu 1 lutego br. nie było trzęsienia ziemi, nie wybuchły niepokoje społeczne, mecze w angielskiej Premiership odbyły się normalnie, a Liverpool wciąż jest liderem w tabeli. Na Zachodzie bez zmian. Brexit pozwolił odczarować nieco mit integracji europejskiej, zgodnie z którym „nie ma życia poza Unią Europejską”. Życie jest i każdy kto myśli samodzielnie widzi doskonale, że poza Unią znajdują się już trzy bogate kraje europejskie (Norwegia, Szwajcaria i Islandia) i na wolności całkiem nieźle sobie radzą zadając kłam tezie, że warunkiem bogactwa jest uczestnictwo w Unii i przyjęcie waluty euro. Na uwolnieniu się od europejskiej biurokracji i nadmiaru przepisów Wielka Brytania tylko może zyskać. Zupełnie inną sprawą jest to, jak Brytyjczycy poradzą sobie z odzyskaną wolnością i czy nie popadną w nowe obłędy ideologiczne. Teraz, decyzje w tej sprawie zależą tylko od nich i będą to robili na własny rachunek.

Patrząc z polskiej perspektywy na Brexit trudno ukryć uczucie zazdrości, że Brytyjczykom opuszczenie Unii już się udało, a my będziemy jeszcze musieli poczekać na sprzyjający zbieg okoliczności. I to kto wie, jak długo. Na dzisiaj możliwe są trzy scenariusze wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Pierwszy, wyjście na wzór brytyjski ,wymagałoby zorganizowania referendum, co przy kontrolowanych przez zagraniczne ośrodki władzy media i konsekwentnie pro unijny rząd mogłoby się skończyć dotkliwą porażką. Polacy może i dali by się przekonać, ale informacje o skali drenażu finansowego Polski przez Unię nigdy nie przebiją się do świadomości publicznej. Problematyczne jest też nastawienie obecnej ekipy rządowej do Unii Europejskiej, które mimo licznych upokorzeń i permanentnych wojen z polską państwowością przez unijne instytucje, wciąż jest hurra optymistycznie pro-europejskie. Zresztą żadna siła polityczna w Polsce, poza niewielką Konfederacją, nie poprze organizacji takiego referendum, gdyż liczne grono polityków – mówiąc otwartym tekstem – „żyje z Unii”. Czy przez posłowanie, czy przez załatwianie lub dzielenie środków unijnych w rządzie i samorządach, politycy mainstreamu widzą się w roli beneficjentów polskiej obecności w Unii i dopóki kasa będzie płynąć, oni też będą za dalszym członkostwem. Realność takiego referendalnego scenariusza wynosi naszym zdaniem ok. 10%, czyli, że w ciągu najbliższych 10 lat może dojść do zorganizowania referendum w sprawie opuszczenia Unii. Takie referendum przysłużyłoby się bardziej opcji federalnej w polskiej polityce, gdyż jak to się mówi w nowomowie europejskiej „potwierdziłoby europejskie aspiracje społeczeństwa” i zamknęłoby temat na długie lata.

Drugi scenariusz wyjścia Polski z Unii Europejskiej zakłada, że nie będzie on wynikiem decyzji zapadłych w Polsce, ale będzie wynikiem decyzji zewnętrznych, ale wewnątrzunijnych. W tym scenariuszu, twarde polityczne jądro Unii – skupione wokół strefy euro lub wokół Niemiec, Francji i krajów Beneluxu, może dokonać swoistej ucieczki do przodu, budując dodatkową wewnętrzną formułę integracji. Pomysł ten od dłuższego czasu lansowany jest przez Francję pod hasłem „Europy dwóch prędkości”, jednak jak dotychczas nie udało się przekonać Niemców do niego, które realizują ten pomysł w scenariuszu „walki o praworządność” w Polsce. Realność takiego scenariusza wynosi ok. 20-25%, czyli, że w ciągu najbliższych 4-5 lat Polska straci polityczne uprawnienia wynikające z członkostwa w Unii Europejskiej (brak reprezentacji politycznej), ale w dalszym ciągu będzie zmuszona do uczestnictwa w gospodarczej części projektu płacąc olbrzymią składkę finansową, choć już bez żadnych transferów unijnych do polskiego budżetu. W scenariuszu tym utrwala się peryferyjność polskiej gospodarki i brak wpływu polskiej polityki na naszą rzeczywistość. Pozbawieni możliwości głosowania w unijnych organach zostaniemy zepchnięci na margines Unii Europejskiej bez szansy na jej opuszczenie i odzyskanie prawa do decydowania o sobie.

Trzeci scenariusz wyjścia opiera się na założeniu, że w Europie dojdzie do konfliktu zbrojnego, pomiędzy państwami członkowskimi lub z ich znaczącym udziałem. Scenariusz wojenny zakłada natychmiastowy upadek struktur politycznych i gospodarczych Unii Europejskiej, które nie będą w stanie zapobiec konfliktowi ani go potem przerwać. W takiej sytuacji, Unia Europejska po prostu przestanie istnieć i zniknie w podobny sposób jak Związek Sowiecki. Bez względu na przyczyny zdarzeń wojennych, brak europejskiej armii oznacza, że każde z państw członkowskich będzie samodzielnie decydować w jaki sposób użyć armii, a wobec istniejących różnic i konfliktów podsycanych wydarzeniami wojennymi, słabe więzi europejskie szybko się rozpadną. W tym scenariuszu zaangażowanie się unijnych państwa w konflikt zbrojny zmieni całkowicie architekturę polityczną w Europie poprzez zaangażowanie po różnych stronach konfliktu i nikt nie będzie miał już głowy do integracji europejskiej. Realność takiego scenariusza wynosi ok. 25-33%, co oznacza, że w przeciągu 3-4 lat może wybuchnąć w Europie konflikt zbrojny niszcząc podwaliny funkcjonowania państw. Wystarczy spojrzeć na Francję, która od wielu miesięcy jest w stanie społecznego buntu przeciwko tamtejszemu establishmentowi (rebelia „żółtych kamizelek”) i eskalacja konfliktu może przerodzić się w wojnę domową.

Powyższe scenariusze są oczywiście pewną hipotezą, jednak trzeba pamiętać o prawie niezamierzonych skutków. Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej otworzyło drzwi przed zupełnie nowymi scenariuszami politycznymi, których jeszcze nie znamy i które pewnie dopiero się rodzą. Grunt, to być dobrze przygotowanym na wszelkie niespodzianki, w tym i na szybkie opuszczenie europejskiego państwa federalnego. Jak dowodzi historia, najgorszym scenariuszem dla Polski jest bowiem ten pisany wspólnie przez naszych sąsiadów. Na przestrzeni ostatnich ponad 300 lat pisali go wielokrotnie, zawsze ze złym skutkiem dla nas. Czas zatem wyciągnąć wnioski z Brexitu i zacząć pisać własny scenariusz opuszczenia europejskiego kołchozu.

Redakcja stopwiatrakom.eu