portal klimat i czlowiekZgodnie z oficjalną i medialną wykładnią podawaną do wierzenia szerokiej publiczności, przyczyną katastrofalnych pożarów w południowo-wschodniej Australii są w zasadzie tylko i wyłącznie „zmiany klimatu” spowodowane przez człowieka. [1] W domyśle zawsze pojawia się fraza o konieczności rezygnacji z emisji dwutlenku węgla. Pożary w Australii mają bowiem „udowadniać”, że to człowiek i jego działalność przemysłowa powoduje wszystkie katastrofy naturalne. W konsekwencji promuje się tezę, że „ludzkość szkodzi planecie” i w związku z tym trzeba natychmiast zaprzestać szkodliwego użytkowania paliw kopalnych (węgla, ropy naftowej i gazu ziemnego) a najlepiej zmniejszyć liczbę ludzi na Ziemi. Depopulacja planety Ziemia jest jednym z najważniejszych postulatów ekologistów, co czyni tę ideologię tak groźną i antyludzką.

Tymczasem za zakres i intensywność australijskich pożarów odpowiada w pierwszym rzędzie zupełnie inny „czynnik ludzki”. Negatywny wpływ tego czynnika widać zresztą także w przypadku innych niszczących zjawisk pogodowych w innych miejscach na Ziemi - dotyczy to na przykład powodzi w Wielkiej Brytanii. Tym „ludzkim czynnikiem” są kardynalne błędy w gospodarowaniu terenami narażonymi na kataklizmy naturalne pod wpływem irracjonalnie pojmowanej „ekologii”. W Australii chodzi przede wszystkim o tworzenie gigantycznych „parków narodowych”, gdzie wyklucza się normalną gospodarkę roślinnością, na coraz większym obszarze dzikich terenów. Taka polityka jest zgodna z wizją ekologiczną „przywrócenia ziemi przyrodzie”, co oznacza w praktyce, że trzeba ją odebrać konkretnym ludziom.

Już w listopadzie 2019 r, wraz z nadejściem dorocznego „sezonu dzikich pożarów” na tym terenie, pisał o tym problemie Tom Marland, prawnik specjalizujący się w obsłudze agrobiznesu w australijskim stanie Queensland. [2] Poniżej przedstawiamy fragmenty artykułu Marlanda.

1116.1 AU busz foto

źródło zdjęcia: https://www.theland.com.au/story/6496579/climate-change-doesnt-cause-fires/ Tom Marland

Zmiany klimatu nie powodują pożarów buszu

Nadszedł znowu listopad i kolejny raz połowa Nowej Południowej Walii i Queensland walczy z pożarami buszu. (…) Moja rodzina i lokalna społeczność przeszły przez to samo w zeszłym roku. Wygląda na to, że niewiele się zmieniło. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie czas bawić się w politykę w kwestii pożarów buszu, kiedy ludzie walczą, by uratować swoje domy i firmy. Wydaje mi się jednak, że politycy są skłonni są słuchać jedynie wtedy, kiedy płomienie pojawiają się na horyzoncie lub kiedy ludzkie osady zamieniają się w popiół.

Przewidywalni do bólu, obrońcy przyrody i oportunistyczni politycy winią za te pożary zmiany klimatu. (…) Jeśli nie zamkniecie drzwi do waszego domu, to nie powinniście za bardzo się skarżyć, kiedy ktoś skradnie wasz telewizor. To samo dotyczy pożarów buszu. Nie można winić zmian klimatu, kiedy ograniczono dostęp [ludzi] do milionów hektarów gęsto porośniętych lasami eukaliptusowymi (…) [uwaga redakcji: drzewa eukaliptusowe uznawane są wyjątkowe zagrożenie pożarowe także na południu Europy].

Nie można składać winy na zmiany klimatu, jeśli w tym tysiącleciu nie dokonano kontrolowanych wypaleń zarośli. Nie można winić zmian klimatu, kiedy wokół miasteczek, siedlisk ludzkich i infrastruktury o krytycznym znaczeniu nie zrobiono przecinek przeciwpożarowych lub stref ochronnych (ang. cool buffer zones).

Niektórzy ludzie wydają się nie wiedzieć, że Australia jest drugim pod względem suchości kontynentem na Ziemi i że robi się tutaj bardzo gorąco w tej porze każdego roku, a w ciągu ostatnich 60 tysięcy lat nasza roślinność stała się bardzo podatna na pożary. Wielkie pożary. (Australijskie) Biuro Metereologiczne twierdzi, że „silne wiatry i wysokie temperatury” są przyczyną katastrofalnych pożarów. Wiatr i upały niewątpliwie wzmacniają płomienie, ale to nie one są „powodem” czy „przyczyną”.

Faktyczna przyczyna jest taka, że władze - na poziomie lokalnym, stanowym i federalnym - w ciągu ostatnich trzech dekad uległy naciskom obrońców przyrody i organizacjom Zielonych, zamykając coraz większe obszary naszego narodowego terytorium i oddając je tym samym na pastwę płomieni w każdy sezon pożarów buszu.

Nawet jeśli klimat ulega zmianie, to czy oznacza to, że powinniśmy rozłożyć ręce i pozwolić, by nasze terytorium i bioróżnorodność ginęły w płomieniach każdego roku?

Nie twierdzę, że znam odpowiedzi na wszystkie pytanie, ale jest parę rzeczy, które możemy zrobić — nie tak dramatycznych jak powstrzymanie zmian klimatycznych — aby chronić naszą ziemię, naszą dziką przyrodę i nasz węgiel przed ugotowaniem się w każdy sezon pożarowy.

Należy przyznać, że pożary zawsze stanowiły część krajobrazu Australii, ale kiedy powstaje pożar naprawdę istotna jest ilość dostępnego paliwa. Pożar nie powstaje, jeśli nie ma lub niewiele jest rzeczy, które mogą się zapalić. Samo „zamknięcie” porośniętego zaroślami kawałka terenu i nazwanie go parkiem narodowym, nie czyni z niego parku narodowego. Powiększanie obszaru parków narodowych, ponieważ komuś wydaje się to miłe”, ogranicza ilość zasobów dostępnych na ochronę tych terenów środowiska naturalnego, które są prawdziwie wyjątkowe i zagrożone. Tworzy się wielki obszar, którym trudno zarządzać i który trudno obsługiwać.

Ekstensywny wypas bydła to jedna z najlepszych form redukcji paliwa pożarowego. Działalność taka cechuje się niskim ryzykiem, niewielkim wpływem na środowisko, a także wiąże się z obecnością w terenie ludzi, którzy faktycznie wiedzą, jak gospodarować terenami naturalnymi i wiedzą, jak zwalczać pożary. Ktokolwiek twierdzi, że bydło ma zły wpływ na środowisko naturalne i bioróżnorodności, powinien zapytać o zdanie miliony zwierząt, ptaków i owadów, które obecnie płoną w parkach narodowych i w naturalnych lasach. (…) [uwaga redakcji: w dalszej części Marland omawia szereg „urządzeń” gospodarki terenami naturalnymi i przeciwpożarowej, które zlikwidowano lub ograniczono w ostatnich latach, a które powinny być jak najszybciej przywrócone, aby efektywnie ograniczyć zasięg i intensywność pożarów buszu]

1116.2 Tom Maryland foto

fot. Tom Marland (źródło zdjęcia jak wyżej)

Polityka rządowa od dzisięcioleci koncentruje się na wyrzucaniu ludzi ze środowiska naturalnego. Od leśniczych przez hodowców bydła po pszczelarzy - wszyscy oni podlegają coraz ostrzejszym restrykcjom, jeśli idzie o dostęp do naszych naturalnych terenów. W ten sposób usuwa się ze środowiska naturalnego ludzi, którzy są najlepiej przygotowani do gospodarowania nim i którzy są gotowi poświęcić swój własny czas, zasoby, a nawet życie, by je chronić.

Przestańcie winić zmiany klimatu. (…) Bezczynne siedzenie i oskarżanie pogody o wszystkie nasze problemy to zachowanie dziecięce i daremne. Jeżeli klimat faktycznie się zmienia, to ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej jest, byśmy zaczęli szukać praktycznych i dostępnych kosztowo rozwiązań, które pozwolą nam uporać się ze skutkami pożarów. (…) Miejmy nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek, abyśmy uniknęli tych niepotrzebnych klęsk w przyszłości.

Ku przestrodze!

Tłumaczenie, opracowanie i komentarz

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] O tym, że pożary buszu w Australii powtarzają się na przestrzeni dziesiątków lat i, że nie ma to nic wspólnego ze „zmianami klimatu” pisaliśmy tutaj: http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2839-australia-czy-po%C5%BCary-w-australijskim-buszu-rzeczywi%C5%9Bcie-wywo%C5%82ane-s%C4%85-zmianami-klimatu.html – publ. 28.12.2019 r.

[2] https://www.theland.com.au/story/6496579/climate-change-doesnt-cause-fires/

Dziękujemy Paulowi Homewoodowi za wskazanie tego artykułu  https://notalotofpeopleknowthat.wordpress.com/2020/01/10/climate-change-doesnt-cause-fires/  - publ. z dn. 10.01.2020 r.