portal woja z co2 2„To jest taki moment dla Europy jak lądowanie człowieka na Księżycu” - zaznaczyła obecna Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, gdy w dniu 11 grudnia 2019 r. przedstawiała w Strasburgu Europejski Zielony Ład, unijny plan przejścia na nisko emisyjną gospodarkę, opiewający na bilion euro (albo nawet na trzy biliony, jeśli uda się wygenerować tyle inwestycji). [1]

Zielony Ład i przyszłość Unii

„Zielony Ład” nie jest którymś z kolei mniej czy bardziej (nie)rozsądnym, by nie powiedzieć wprost - głupim projektem byłych Wspólnot Europejskich, które obecnie zwane są Unią Europejską. Jest to przedsięwzięcie, którego realizacja spowoduje radykalną przebudowę Unii pod względem politycznym (zasadnicze ograniczenie zdolności poszczególnych państw narodowych do sterowania działalnością instytucji unijnych oraz pogłębienie się podziałów i konfliktów w „Europie”), jak i gospodarczym (ogromny skok w procesie przejmowania kontroli nad znaczną częścią gospodarki rynkowej przez biurokrację brukselską). W niedawnym eseju Aleksandra Rybińska pisała, że: „Zielony Ład ma rozruszać maszynę europejskiej integracji, która po kryzysie euro utknęła w miejscu. Możliwości przyspieszenia integracji są tu wręcz nieskończone: „musimy, bo klimat”.” [1]

catapillars 274584 1280

fot. Pixabay

Kwestia tego, czy realizacja faktycznych celów Zielonego Ładu zakończy się sukcesem czy porażką, tj. czy uda się stworzyć gospodarcze i cywilizacyjne podstawy funkcjonowania nowoczesnego społeczeństwa w sposób mniej czy bardziej neutralny, jeśli chodzi o emisje dwutlenku węgla, ma z perspektywy budowy superpaństwa w Europie drugorzędne znaczenie. Unia Europejska integruje się bowiem także poprzez kryzysy, które sama stwarza — jak widać na przykładzie poprzedniego „wielkiego projektu” UE w postaci wspólnej waluty. Wprowadzenie euro w tak różnych gospodarkach narodowych musiało — według opinii ekonomistów — doprowadzić do napięć i kryzysów, których byliśmy świadkami od tego czasu. Niemniej jednak wejście do strefy euro zrodziło powiązania, których zerwanie wiąże się z ogromnymi kosztami dla poszczególnych narodów. A poprawa stworzonej w ten sposób sytuacji kryzysowej prowadzi właśnie poprzez dalszą integrację gospodarczą i polityczną członków Unii Europejskiej. Przypomina to „leczenie” przy pomocy wszczepiania pacjentowi wciąż nowych chorób w nadziei, że nowa wyleczy starą chorobę.

Przy okazji inauguracji Zielonego Ładu u polityków i w mainstreamowych mediach ze zdwojoną siłą powróciła naiwna wiara w świat zbawczych „nowych zielonych technologii”, których potencjał czeka na odkrycie i wsparcie ze strony unijnych supermenedźerów. Z taką wiarą w „technologie przyszłości” (najpierw w energetyce) mamy już do czynienia od lat, od czasów kiedy Niemcy zdecydowały się porzucić bezkrytyczną wiarę w energetykę nuklearną na rzecz całkowitego zawierzenia w „odnawialne źródła energii”. Natężenie tej wiary zmieniało się już w przeszłości w miarę, jak wstępne zapewnienia o „przewagach” pogodowych OZE okazywały się mylne, wręcz zwodnicze. Teraz technologie, które jak dotąd nie zdały testu dojrzałej technologii, która sama sobie radzi na wolnym rynku (bo nie mogą obejść się bez rosnącego wsparcia publicznego w rozmaitych formach), będą leżały u podstaw rozkwitu Europy, która ma stać się „europejskim mocarstwem”, wygrywającym konkurencję z „zapóźnionymi ekologicznie” potęgami jak Chiny, Indie czy także USA. Poprzednio to Chiny zdobyły „przewagę konkurencyjną”, jeśli chodzi o grę w państwowe dopłaty do wiatraków i solarów. Z jakiegoś bliżej nieznanego powodu europejskie elity wierzą, że jeśli Europa pójdzie na całość w inwestowaniu w „zielone technologie”, to przyniesie to całkowicie odmienne rezultaty od dotychczasowych.

Jak pisze A. Rybińska: „Zielony Ład jest Komisji, a raczej Unii Europejskiej, potrzebny. A ekologia jest tu tylko narzędziem do realizacji zupełnie innych celów: po pierwsze Unia, słaba militarnie, pod rosnącą presją USA i słabnąca gospodarczo ma stać się światowym prymusem. W dziedzinie ekologii i niskoemisyjności. Inni mają następnie podążyć jej śladem. To już nie zadziałało w przypadku umowy z Kyoto czy Paryża, ale w Brukseli panuje przekonanie, że tym razem będzie inaczej. Unia uzyska wiodącą rolę.[1]

Niemniej jednak element ekologiczny, czy raczej rola radykalnego ekologizmu jest kamieniem węgielnym projektu Zielonego Ładu. I to w dwojakim znaczeniu. Po pierwsze projekt ten ma umożliwić przywrócenie „lewicy europejskiej” centralnego miejsca w europejskiej polityce.

Zielony Ład ma pomóc partiom lewicy dźwignąć się z przepaści do której wpadły w ostatnich latach. Ekologia jako lewar dla politycznych sił, które straciły w ostatnim czasie wyborcza bazę, nie mając nic do zaoferowania w dobie kryzysu globalizacji i żółtych kamizelek. W niektórych krajach, jak w Niemczech, także partie chadeckie używają ekologii jako dźwigni, co pozwala im zachować jako takie poparcie. Za pomocą Zielonego Ładu lewica ma się odrodzić niczym feniks z popiołów.[1]

Drugim, i jeszcze bardziej fundamentalnym dla przekształcenia się Unii w superpaństwo, aspektem Zielonego Ładu są możliwości stworzenia „europejskiej tożsamości”. Jak słusznie zauważa Rybińska: „Unii Europejskiej nie udało się jak dotąd stworzyć wspólnej europejskiej tożsamości. Zielony Ład – jak możemy przeczytać na łamach „Carnegie Europe” ma to zmienić. Zjednoczyć szczególnie młodych Europejczyków wokół kwestii ekologii. Zielona tożsamość ma być nową europejską tożsamością. Bruksela chce wykorzystać moment silnej mobilizacji wokół ochrony klimatu w postaci „Fridays for Future” czy „Extinction Rebellion”, by wzmocnić poparcie dla siebie.[1]

Na czym jednak polega owa „silna mobilizacja wokół ochrony klimatu”, którą Unia chce posłużyć się w budowie projektu „mocarstwa europejskiego”? Jakie hasła służą mobilizacji tego ruchu? Zwłaszcza, że „targetem” tego przesłania są przede wszystkim dzieci i młodzież. Planiści brukselscy chcą na tej podstawie stworzyć pierwsze pokolenie wyposażone w świadomość europejską. Niepokoi odwołanie do Extinction Rebellion, organizacji działającej głównie na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie znajdowała się przez pewien czas na liście organizacji ekstremistycznych.

Dlaczego wybrano dzieci i środowisko szkolne?

Podstawowe przesłanie ruchu, na dorobku którego swoje plany chce oprzeć Unia Europejska, jest bezpośrednie zagrożenie katastrofą klimatyczną. W efekcie wśród młodego pokolenia rozpowszechnia się przekonanie o grożącej im bezpośrednio śmierci w wyniku katastrofy klimatycznej, którą zgotowali im dziadkowie i rodzice. Tak jest to dosłownie przeżywane. Na Zachodzie pojawiają się sondaże, zgodnie z którymi znaczna część ludzi młodych wyraża przekonanie, że nie będzie im dane wejść w dorosłość, bo zginą wcześniej w nadchodzącej hetakombie klimatycznej.

Rodzi się pewne bardzo ważne pytanie. Zakładając, że dotychczasowa działalność człowieka faktycznie prowadzi do jakichś bardzo negatywnych zmian na Ziemi, które mogą zagrażać ludziom na wyjątkowę skalę, dlaczego zdecydowano się poinformować o tym właśnie dzieci szkolne i w tak skrajnie przerażający sposób? W jaki sposób to właśnie dzieci mają przyczynić się do rozwiązania bardzo złożonych zagadnień związanych z optymalnym uporaniem się z takim problemem? Jakie mają do tego kompetencje?

Za powstanie tego masowego lęku przed zagładą odpowiedzialny jest bezpośrednio system edukacyjny w Europie Zachodniej, czyli nauczyciele. To, co się dzieje w szkołach, ma oczywiście swoje źródło w kontekście alarmizmu w mediach, ukierunkowaniu treści nauczanych w szkołach przez władze państwowe itd. Także liderzy polityczni (z definicji osoby cieszące się zaufaniem sporej części społeczeństwa) opowiadają już od lat o straszliwych zmianach na Ziemi, jakie czekają ludzkość — i to już w najbliższej przyszłości. Z tej perspektywy Greta Thunberg i jej niewiarygodna, błyskawiczna kariera „przywódcy światowego” nie jest żadnym dziwnym przypadkiem. Dorośli i rzekomo odpowiedzialni liderzy światowi pokornie wysłuchują monologów dziewczynki, która, jak wynika z jej własnej relacji, przeżywa świat w sposób skażony głębokimi problemami psychicznymi. A Greta mówi, że ona — w rzeczywistości mieszkanka wciąż jeszcze bardzo bogatej Szwecji — żyje w cieniu własnej bliskiej śmierci.

Co się dzieje z dziećmi w Wielkiej Brytanii, czyli o kampanii nadużywania dzieci

Tak jak w przypadku innych trendów w kulturze są kraje, w których pewne nurty kulturowe powstają i zaczynają wcześnie dominować, zanim nie dotrą do krajów bardziej peryferyjnych. Wielka Brytania należy do tych pierwszych. O obecnej sytuacji wśród dzieci w Wielkiej Brytanii pisze znany krytyk współczesnej kultury Zachodu Douglas Murray. [2]

Murray pisze, że rozmaici psychologowie i psychiatrzy wskazują, że mówienie o „kryzysie klimatycznym” doprowadziło do wzrostu odczuć niepokoju, poczucia bezradności i winy wśród młodych ludzi. Królewskie Kolegium Psychiatryczne uznaje ten nowy syndrom za całkowicie realny. Tymczasem brytyjska telewizja pokazuje programy, w których nawet 6-letnie dzieci, wysłuchują opowieści o czekającej je zagładzie.

Jedynie w ostatnich tygodniach szereg przyjaciół powiedziało mi, że ich dzieci są przygnębione lub apatyczne, ponieważ uwierzyły w kłamstwa tych ludzi, którzy dopuszczają się nadużyć wobec dzieci (abusers), którzy mówią im, że młodzi ludzie nie będą mieli szansy stać się dorosłymi. Pokazano dzieci, jak słuchają, kiedy dziennikarze BBC powtarzają jak papugi twierdzenia Extinction Rebellion, że „naukowcy mówią, że mamy jedynie 11 lat, aby coś zrobić”. Jedna z dziewczynek sprawiała wrażenie szczególnie przygnębionej, kiedy liczyła na palcach, ile lat życia jej pozostało. Wyszło jej, że kiedy nastąpi, zgodnie z BBC, koniec świata, będzie miała tylko 19 lat. Później mały chłopiec tak skomentował fanatyczne twierdzenia Extinction Rebellion: „To smutne. Dlaczego musieliśmy się urodzić akurat w tych czasach?”

Dzieci te dojrzewają, rzecz jasna, w świecie, w którym Greta Thunberg głosi swoje przesłanie o natychmiastowej groźbie ogni piekielnych a światowi liderzy stoją w kolejce, by je zatwierdzić. Rzekomo poważni politycy udają, że to, co mówi szwedzka nastolatka (wszyscy za chwilę zginiemy), to prawda, że proponowane przez nią rozwiązanie (zniszczenie wolnorynkowego kapitalizmu) jest rozsądne, a ludzie, którzy powinni mieć lepsze rozeznanie prześcigają się w histerycznych wypowiedziach. Efekty są raczej oczywiste. Można by sądzić, że jeśli z tymi dziećmi są jeszcze osoby, które zasługują na miano dorosłych, to przedstawią dzieciom perspektywę i podzielą się wiedzą, którą daje długie życie. Przekonałem się jednak wielokrotnie, jak zaskakująco niewielu ludzi jest gotowych podjąć się tej roli.

kokopelli 2285610 1280

rys. Pixabay

Zjawiska naturalne, w tym katastrofy takie jak niedawne pożary w Australii, prezentowane są tak, jak gdyby nigdy wcześniej do nich nie dochodziło, jak gdyby były wyłącznie skutkiem owego „kryzysu klimatycznego. Gazeta The Guardian posunęła się nawet do ostrzeżenia [czytelników], że do roku 2020 Wielka Brytania pogrąży się w syberyjskim klimacie. Nie muszę chyba mówić, że jak na razie nie przedzieramy się przez arktyczne pustkowia, ubrani w skóry niedźwiedzie.

Oni dostrzegli oportunistyczną szansę dotarcia do młodych wyborców i uczepili się tej sprawy, nadając wielkiego znaczenia twierdzeniom Extinction Rebellion w oczach młodych i podatnych na wpływy.

Zbyt wielu spośród nas płaszczy się przed dziećmi lub traktuje je jakieś nadzwyczajne żródło mądrości. Tymczasem przyczyną tego, że u tak wielu z nich występuje chorobliwy lęk, jest to, że wielu dorosłych, którzy powinni wiedzieć lepiej, mówi dzieciom, że powinny być przerażone. Ten rodzaj siania paniki jest tak powszechny, że prawie go już nie zauważamy. Większość z nas straciła już rachubę tych wszystkich „ostatecznych terminów”, od których miała zacząć się zagłada ekologiczna.

W 2002 r. antykapitalistyczny działacz George Monbiot skorzystał z łam The Guardian, aby ogłosić, że w ciągu 10 lat nastąpi masowy głód, jeśli nie przestaniemu jeść mięsa, ryb i nabiału.(…) Dwa lata później The Guardian ostrzegał, że zmiany klimatu spowodują śmierć milionów ludzi w nadchodzących latach. (…)

Według byłego prezydenta USA Ala Gore’a, pokrywy lodowe na biegunach powinny były stopić się kompletnie do 2013 roku. Jedenaście lat temu Karol książe Walii twierdził, że zbliżamy się do końca naszych dni. (…) Jednak tak było zawsze z alarmistami klimatycznymi. Jednego dnia mieliśmy już nigdy nie zobaczyć śniegu, następnego dnia śnieg miał nas kompletnie zaysypać. A przy tym przez cały czas mieliśmy im ufać i zniszczyć gospodarkę opierając się na ich zmiennych opowieściach. [2]

Jakkolwiek wiele z naszych odpowiedzi na rzeczywiste problemy środowiskowe, jak np. zanieczyszczenia, pozostaje nieadekwatne „(…) trzeba jednak być, jeśli nie ignorantem, to kimś bardzo młodym, by dać się nabrać na każdą rzecz, którą ludzie opowiadają o klimacie. (…) Młodych ludzi nie tylko zachęca się, aby oczekiwali katastrofy, mówi się im, że taka postawa jest czymś dobrym. Mówi się im, że powinni odczuwać trwogę. Że muszą odczuwać panikę. Oraz że zagrożenie bezpośrednim zniszczeniem powinno odsuwać na bok wszelkie inne zasadne troski. (…) To cyniczna i niebezpieczna tendencja. Całe pokolenie wprowadza się dalej w stan rozdrgania — wszystko za sprawą dorosłych.” [2]

Caroline Hickman z Uniwersytetu w Bath wskazała niedawno, że: w ciągu ostatniego roku nastąpił ogromny wzrost lęków ekologicznych (ang. eco-anxiety). „Rozmawialiśmy z nauczycielami i dyrektorami szkół o tym, jak pomóc dzieciom i młodzieży”, powiedziała Hickman. Część dzieci informuje, że budzą je ekologiczne koszmary (eco-nightmares). Jej rada? „Rodzice nie mogą powiedzieć po prostu, że wszystko będzie w porządku, ponieważ nie będzie.” I tutaj odsłania się prawdziwy sens tego przedsięwzięcia. Przerazić nowe pokolenie tak, aby zgodziło się z konkretnym i marginalnym eco-lobby. To lobby nie dba o to, że niszczy zdrowie psychiczne całego pokolenia, ponieważ chce z tego pokolenia zrobić swoją piechotę.

Nadszedł czas, abyśmy głośno nazwali rzeczy po imieniu: to nadużycie dzieci na ogromną i niewybaczalną skalę. Pokolenia, które przyjdą po nas będą patrzeć na to ze wstydem.” [3]

W kontekście powyższych uwag Douglasa Murraya warto wskazać, że eksperci zajmujący się analizą współczesności, który nie reprezentują jakiegoś prostackiego „progresywistycznego” czy wręcz „postępackiego” punktu widzenia, jak np. słynny profesor historii z Harvardu - Niall Ferguson, oceniają, że jeśli dekada, która właśnie dobiegła końca była okresem rozkwitu masowego „populizmu” na Zachodzie (Trump i inne wymieniane zwykle przy tej okazji postacie), to kolejna dekada, która właśnie się rozpoczyna będzie „dekadą Grety Thunberg”, masowych ruchów dzieci i młodzieży domagających się natychmiastowego zerwania z dotychczasowym sposobem życia w imię ratowania Ziemi, klimatu czy co tam będzie aktualnie podawane do wierzenia przez media. W tym sensie Unia Europejska i jej ekologiczno-mocarstwowy projekt, nazwany „Zielonym Ładem”, nie jest rzecz jasna czymś wyjątkowym na Zachodzie, gdyż wpisuje się w główny nurt masowej manipulacji społeczeństw. [3] Masowe duraczenie klimatyczną propagandą ma tylko jeden cel – zdobycie jeszcze większej władzy przez eurobiurokację i budowę europejskiego państwa federalnego. Bez nieustannego wzbudzania paniki klimatycznej przez polityków i media niewiele osób skłonnych by było do dobrowolnego finansowania polityki porzucania paliw kopalnych na rzecz zawodnych, drogich i nieefektywnych OZE.

Nie zdejmuje to jednak odpowiedzialności z nikogo, kto wykorzystuje takie zjawiska dla własnych celów politycznych. Jest pytanie o odpowiedzialność moralną tych, którzy wywołali i chcą podtrzymywać skrajne poczucie zagrożenia śmiercią wśród najmłodszego pokolenia. Ktoś zabrał radość życia wielu osobom, które dopiero w to życie wkraczają. Trzeba też zapytać o odpowiedzialność za zatarcie granicy między racjonalnym i odpowiedzialnym przywódctwem w demokracji a bazowaniem na irracjonalnych tendencjach drzemiących w człowieku, szczególnie kiedy jest on jeszcze na wczesnym etapie swojego rozwoju. Niezależnie od pytań o moralną ocenę tego projektu, rodzi się także pytanie praktyczne, czy na podstawie zjawisk masowej histerii i lęku można zbudować coś trwałego, co przetrwa swoich twórców.

Tłumaczenie, opracowanie i komentarz

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] Aleksandra Rybińska, „Europa może się potknąć o Zielony Ład”, wPolityce, 29.01.2020 - https://wpolityce.pl/polityka/484543-europa-moze-sie-potknac-o-zielony-lad

[2] Douglas Murray, „Terrifying our children with doom mongering propaganda on climate change is nothing less than abuse”, Mail Online, 19.01.2020— https://www.dailymail.co.uk/news/article-7902895/DOUGLAS-MURRAY-Terrifying-children-propaganda-climate-change-abuse.html

Douglas Murray jest autorem m.in. światowych bestselerów: Przedziwna śmierć Europy. Imigracja, tożsamość, islam, Zysk i Ska, 2017 (polskie tłumaczenie), oraz The Madness of Crowds: Gender, Race and Identity, Bloomsbury Continuum, 2019.

[3] Jeden z najczęściej cytowanych współczesnych socjologów brytyjskich, Frank Furedi, od lat analizuje dominującą na Zachodzie „kulturę strachu” (ang. fear culture), której elementem są eko-lęki, z perspektywy socjologii kultury - zobacz najnowsza praca na ten temat: Frank Furedi, „How Fear Works: Our New Culture of Fear in the 21st Century”, Londyn: Bloomsbury Continuum, 2018